RELACJE

 

14 listopada półfinał Pucharu Polski w podokręgu Racibórz

Rafako Racibórz - Przyszłość Rogów 1 : 2 (1 : 1)

Przyszłość męczyła się, ale awansowała

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela (46. Cywka) – Styczeń (62. Błędowski), Sander, Malcher, Kachel – Benauer, Ciuberek, Bober, Żbikowski II – Sałek, Wieczorek.

Widzów: 100.  Żółta kartka: Bober.

Bramki: 20 min. 1 : 0 – Rafako,

             45 min. 1 : 1 – Wieczorek,

             88 min. 1 : 2 – Bober.

Półfinałowy pojedynek o Puchar Polski w podokręgu Racibórz nie mógł porwać kibiców. Współ lider IV ligowej tabeli męczył się niemiłosiernie z ambitnie grającym beniaminkiem klasy okręgowej. Ostatecznie, po grze praktycznie do jednej bramki, Przyszłość wygrała w najmniejszych możliwych rozmiarach i znalazła się po raz kolejny w finale wspomnianych rozgrywek. Przez pierwsze 10 minut gra toczyła się w środku boiska i właśnie w 10 minucie uciekł prawą stroną Benauer i strzałem w okienko próbował pokonać bramkarza Rafako, jak się potem okazało najlepszego zawodnika tej drużyny. Golkiper gospodarzy wspaniale wypiąstkował piłkę po tym uderzeniu. W 17 minucie pierwszy strzał na bramkę Niedzieli oddał głową po rzucie wolnym z 40 metrów napastnik gospodarzy. Nasz bramkarz obronił słabe uderzenie. W 20 minucie pod bramkę Przyszłości po raz drugi i ostatni w tej odsłonie podeszli gospodarze – z doskonałym dla nich skutkiem. Sander przejął piłkę od napastników Rafako i podał do Niedzieli, który popełnił fatalny błąd i wybił piłkę wprost na nogę stojącego na linii naszego pola karnego zawodnika gospodarzy. Ten skrzętnie skorzystał z prezentu i półgórnym strzałem zdobył prowadzenie dla Rafako. W 25 minucie po rzucie wolnym z 30 metrów znowu bramkarz gospodarzy uratował ich przed pewną bramką. W 28 minucie obrońcy gospodarzy wybili piłkę z linii bramkowej po główce Żbikowskiego II. W 31 minucie sam przed pustą bramką znalazł się Bober. Nie opanował jednak piłki na śliskiej murawie i nie trafił w światło bramki. W 45 minucie prostopadłe podanie od Benauera otrzymał Bober, który zakręcił najpierw obrońcą i zaraz potem ograł bramkarza – wystawiając piłkę jak na talerzu Wieczorkowi. Naszemu napastnikowi nie pozostało nic innego jak trafić do pustej bramki.

W drugiej połowie gospodarze zostali już całkowicie zepchnięci do defensywy. Przyszłość stwarzała sobie sytuacje do zdobycia goli, ale ani rusz nie potrafiła zakończyć akcji celnym uderzeniem lub na drodze piłce stawał dobrze broniący bramkarz Raciborzan. W 55 minucie obronił on strzał nad murem z rzutu wolnego Sałka. W 63 minucie po podaniu Błędowskiego strzelał za słabo Bober i bramkarz nie miał problemów. W 73 minucie po kolejnym rzucie wolnym Sałka, piłkę znowu wspaniale obronił bramkarz. W 77 minucie doskonałym podaniem do Wieczorka popisał się Błędowski. Paweł bezprzykładnie zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem Rafako strzelając mu prosto w ręce. W 82 minucie znowu bramkarz gospodarzy obronił strzał Benauera. W 84 minucie Błędowski strzelił z za pola karnego. Bramkarz zlekceważył ten strzał i piłka wypadła mu z rąk. Na miejscu był Benauer lecz nie trafił w piłkę. Kiedy wydawało się, że walenie głową w mur drużyny gości zakończy się niepowodzeniem – w 88 minucie po sporym zamieszaniu w polu karnym Rafako do piłki doszedł przed szesnastką mąż opacznościowy Przyszłości w tym meczu – Bober i mocnym strzałem po ziemi w długi róg zdobył rozstrzygającego gola. Po wznowieniu gry pierwszą groźną akcję w drugiej połowie przeprowadzili gospodarze i wywalczyli rzut rożny, po którym doskonale główkował Sander. W doliczonym czasie gry bramkarz gospodarzy popisał się wybiciem piłki podobnie jak w pierwszej połowie nasz Niedziela – wprost na nogę Błędowskiego, który po krótkim biegu i minięciu bramkarza znalazł się przed pustą bramką. Niestety strzelił za słabo i obrońca wybił piłkę z linii bramkowej na róg. 

 

______________________________

6 listopada XVI kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Naprzód Rydułtowy - Przyszłość Rogów 1 : 3 (1 : 2)

Derby powiatu Wodzisław bez historii

 Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela - Malcher, Sander, Kolisz, Kachel - Żbikowski II (78. Styczeń), Cichecki (34. Bober), Ciuberek (61. Benauer), Sałek - Żbikowski I (87. Błędowski), Wieczorek.

Widzów: 400.  Żółte kartki: Kachel, Bober, Kolisz, Niedziela.

Bramki: 18 min. 0 : 1 - Wieczorek.

             32 min. 0 : 2 - Żbikowski II,

             42 min. 1 : 2 - Ślęziok,

             69 min. 1 : 3 - Wieczorek.

Na fatalnej płycie boiska w Rydułtowach, na której piłka robiła co chciała - drużyna Przyszłości odniosła zwycięstwo w ostatnim meczu rundy jesiennej sezonu 2010/11. Już wiemy dlaczego większość punktów w tej rundzie zdobył na własnym boisku Naprzód - po prostu gospodarze znają swoje boisko i starają się grać piłką, która nie spada na płytę. Po 20 minutach meczu taką taktykę zrozumiała Przyszłość i po długim podaniu na prawą stronę wyprowadziła szybką akcję. Z mocnego podania skorzystał wyjątkowo dobrze usposobiony w tym meczu Wieczorek i przedłużył mocną centrę do siatki - 0 : 1. Po zdobyciu pierwszego gola Przyszłość czekała co zrobi przeciwnik. Naprzód w 23 min. strzelał z 25 metrów rzut wolny - Niedziela nie dał się zaskoczyć. Skoro wystraszeni gospodarze nie byli w stanie nic zrobić - Przyszłość zaatakowała i po akcji Wieczorka w 32 minucie strzelaliśmy rzut rożny. Precyzyjnie wykonał go Cichecki - obrońcy Naprzodu wybili piłkę na 14 metr pola karnego. Do bezpańskiej piłki dopadł Żbikowski II i soczystym uderzeniem nie dał szans bramkarzowi gospodarzy - 0 : 2. Niestety zaraz po tej akcji musiał opuścić boisko dyspeczer gry Przyszłości - Cichecki. Zastąpił go nie rozgrzany Bober i to dało się odczuć na grze Przyszłości. Już do końca pierwszej połowy druga linia Przyszłości nie potrafiła narzucić swojej gry. Jako, że na boisku nic nie dzieje się bez przyczyny, w 40 minucie po raz pierwszy płynną akcję przeprowadzili gospodarze. Zakończyli ją strzałem z 20 metrów, który spokojnie obronił Niedziela. Dwie minuty później nie było już tak dobrze. Gospodarze najpierw wymanewrowali naszych pomocników a potem, lewą stronę defensywy. Na 16 metrze przed bramką Przyszłości do piłki doszedł Ślęziok i bez namysłu uderzył po ziemi  w długi róg - Niedziela nie miał szans aby skutecznie obronić ten strzał i zrobiło się 1 : 2.

Druga połowa tego meczu zaczęła się bardzo źle dla Przyszłości. W 49 minucie po wyraźnym błędzie naszej obrony na lewej stronie, gospodarze oddali centrę w pole karne Przyszłości. Piłka dotarła do stojącego 2 metry przed bramką Niedzieli napastnika Naprzodu, który bez skrupułów kopnął w ręce interweniującego naszego bramkarza. Sędzia nie dopatrzył się faulu i nakazał strzelanie rzutu rożnego?. W 52 minucie gospodarze poszli kontrą i dopiero Niedziela desperackim wybiegiem zażegnał niebezpieczeństwo na 14 metrze pola karnego Przyszłości. Po tym zdarzeniu Przyszłość starała się opanować grę w środku boiska. Niestety przez najbliższe 10 minut (między 50 a 60 minutą) nie byliśmy w stanie wygrać pojedynku główkowego i traciliśmy w ten sposób sporo piłek na środku boiska, skąd gospodarze wyprowadzali groźne akcje - kończone (na szczęście) przed polem karnym Przyszłości, gdzie pewnie grający Kolisz wymiatał co się dało, a uzupełniał go doskonale Sander. Po okresie bezhołowia na boisku, który naszym zdaniem trwał zdecydowanie za długo, wszystko w swoje ręce wziął Sałek i godnie zastąpił na środku pomocy Cicheckiego. W 69 minucie przeprowadził szybką akcję lewą stroną i zgrał piłkę na środek pola karnego do Wieczorka (któremu w tym meczu wszystko wychodziło) i Paweł zrobił co do niego należało ustalając wynik meczu na 1 : 3. W 81 minucie Żbikowski I uciekł obrońcom Naprzodu. Ci nie widząc innego wyjścia przewrócili naszego napastnika w polu karnym - sędzia na to nie zareagował? Naprzód nie wytrzymał tego meczu kondycyjnie i w doliczonym czasie gry jeszcze dwa razy skontrowali go: najpierw Benauer z Wieczorkiem - strzał Pawła obronił bramkarz, a chwilę później po podobnej akcji z Sałkiem, znowu Wieczorek strzelił pod poprzeczkę. Jednak bramkarz Naprzodu wspaniałą paradą wypiąstkował piłkę na róg. 

Mecz nie był porywającym widowiskiem. Przyszłość przyjechała do Rydułtów po trzy punkty i cel osiągnęła. Natomiast gospodarze nie byli w stanie ani przez moment zagrozić jej w osiągnięciu tego celu.    

 

 

___________________________________

29 października XV kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - Grunwald Ruda Śląska 2 : 2 (1 : 2)

"Ciekawy" wynik w Rogowie

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela - Żbikowski II (46. Styczeń), Kolisz, Pucka, Kachel - Benauer (73. Błędowski), Ciuberek, Cichecki (80. Bober), Sałek - Kiepas (57. Wieczorek), Żbikowski I.

Widzów: 300.   Sędzia: Damian Jaruchiewicz (Rybnik).

Bramki: 30 sekunda - 0 : 1 - Stawowy,

             20 min. - 1 : 1 - Żbikowski I (karny),

             35 min. - 1 : 2 - Kot (głową)

             62 min. - 2 : 2 - Żbikowski I (głową).

Nasza drużyna wyszła na spotkanie z ambitnym zespołem Grunwaldu jak by te mecz był już  wygrany. Po 30 sekundach spotkania zawodnik gości Stawowy wszedł między naszych obrońców jak w masło i strzelił. Przy biernej postawie naszej obrony i bramkarza goście objęli prowadzenie 0 : 1. Cios był dotkliwy, ale Przyszłość już nie takie kataklizmy przeżyła. W 11 minucie zatrzymywany wszelkimi sposobami w polu karnym Żbikowski I przez obrońcę gości, legł w końcu na ziemi - sędzia nie widział nic złego w ewidentnym faulu w polu karnym. Przyszłość atakowała i w 20 minucie po sporym zamieszaniu w polu karnym Grunwaldu do piłki na 5 metrze przed bramką gości doszedł Cichecki. Akcja toczyła się przed pustą bramką Grunwaldu, dlatego bramkarz gości złapał za nogę naszego pomocnika. Sędzia w tym wypadku nie miał wątpliwości i wskazał na rzut karny. Żbikowski I w takiej sytuacji się nie myli i spokojnie wyrównał stan pojedynku. Jeszcze przez 10 minut Przyszłość miała więcej z gry lecz nie potrafiła tego udowodnić bramkami. Od 30 minuty gra się wyrównała, jednak ataki gości były jakby bardziej wyraziste. W 32 minucie znowu zaspała nasza defensywa, łącznie z bramkarzem i po centrze z prawej strony do główki doszedł czołowy snajper Grunwaldu (gdzie był Żbikowski II) i posłał mierzoną piłkę w długi róg bramki Niedzieli - który zamiast obronić ten strzał tylko patrzył jak piłka ląduje w jego bramce 1 : 2. Po kiepskiej grze - Przyszłość po pierwszej połowie przegrywała.

W drugiej połowie za Żbikowskiego II zobaczyliśmy na boisku Stycznia i to była dobra zmiana. Już w 49 minucie Styczeń dał znać o sobie strzelając z 20 metrów w bramkarza gości. W 51 minucie pokazał się Kiepas, uciekł obrońcom na lewej stronie i doskonale zacentrował, wprost na głowę Żbikowskiego I. Główka Roberta zamiast do siatki, trafiła obok bramki - to powinien być gol. W 57 minucie z 45 metrów rzut wolny dla Grunwaldu strzelał Wojciech Sadlok. Piłka minęła nasz mur i Niedziela z trudem wypiąstkował ją w pole. W 62 minucie po długotrwałym oblężeniu bramki gości centrował z prawej strony Cichecki - precyzyjnie na głowę Żbikowskiego I, który tym razem nie zawiódł i głową wyrównał stan meczu. Do końca pojedynku zostało sporo minut. Nie można powiedzieć, aby obie drużyny nie starały się zmienić wyniku, lecz im bliżej końca meczu tym bardziej dbały o zabezpieczenie swojej bramki, niż o strzeleniu gola rozstrzygającego. Przyszłość w tym meczu musiała zagrać bez dwóch zawodników w defensywie, którzy standartowo wychodzą w pierwszym składzie: Sandra i Malchera (pauzowali za kartki) - okazało się, że nie było to bez znaczenia, jeśli chodzi o postawę drużyny.

Przed Przyszłością pozostał ostatni mecz w rundzie jesiennej sezonu 2010/11, z Naprzodem Rydułtowy w Rydułtowach - mecz skrajnie trudny, ponieważ Naprzód u siebie raczej nie przegrywa - niemniej należy do niego podejść na luzie i po prostu zrobić swoje.

 

 

_________________________________

23 października - XIV kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

GTS Bojszowy - Przyszłość Rogów 0 : 1 (0 : 1)

Wspaniały jubileusz 60 lecia istnienia Gminnego Towarzystwa Sportowego w Bojszowach

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Malcher, Sander, Kolisz, Pucka ( 63. Benauer) – Żbikowski II (82. Styczeń), Ciuberek (71. Bober), Sałek, Kachel – Wieczorek, Żbikowski I (90. Błędowski).

Widzów: 200.          Sędzia: Wojciech Kretek (Bytom).

Żółte kartki: Malcher, Sander.

Bramki: 45 min. 0 : 1 – Robert Żbikowski (głową).

Mecz o mistrzostwo IV ligi pomiędzy jubilatem GTS Bojszowy a Przyszłością Rogów był meczem propagandowym. Działacze z Bojszów byli pewni, że lider tabeli z Rogowa da pokaz dobrej piłki nożnej. W przerwie meczu wszyscy kibice z Rogowa zostali obdarowani jubileuszowymi parasolami – życzymy jubilatowi dalszej ambitnej postawy w propagowaniu piłki nożnej na Śląsku.

Skoro Przyszłość z Rogowa jako stary weteran bojów IV ligowych została tak wysoko doceniona – należało pokazać dobrą piłkę. Nasza drużyna wywiązała się z tej roli znakomicie. Już w 3 minucie strzelił Sałek z 20 metrów – bramkarz obronił. W 4 minucie Żbikowski I pokazał, że jest najgroźniejszym napastnikiem Rogowa i strzelił z 18 metrów pod poprzeczkę – strzał obronił najlepszy (jak się potem okazało) zawodnik GTS –u , bramkarz Oleksy. W 8 minucie wolny z 45 metrów wykonał Myszor – Niedziela bez skrupułów wypiąstkował piłkę w pole. W 18 minucie ze stoperami gospodarzy powalczył Wieczorek. Odebrał im piłkę i będąc sam na sam z bramkarzem strzelił nad nim – niestety (pracujący na najlepszego zawodnika meczu bramkarz GTS – u) padając, ręką wybił piłkę zmierzającą nieuchronnie do siatki jego bramki. W 19 minucie przeżyliśmy horror. Do dalekiego podania obrońców GTS – u wystartował ich pomocnik i miał za przeciwnika naszego bramkarza, który wybiegł daleko za pole karne. Na nieszczęście Przyszłości, piłka przeskoczyła naszego bramkarza. Doszedł do niej zawodnik gospodarzy i mając przed sobą dwóch obrońców Przyszłości i pustą bramkę – strzelił i trafił w składanie słupka z poprzeczką. W 24 minucie rzut wolny z 35 metrów znowu wykonywał internacjonał Wojciech Myszor (były piłkarz Ruchu i Odry Wodzisław) – Niedziela ponownie wypiąstkował jego strzał. W 33 minucie z za 16 –stki pięknie uderzył pod poprzeczkę Żbikowski I – bramkarz wybił piłkę na róg. W 35 minucie najlepszą akcję w tym meczu przeprowadzili gospodarze. Wymanewrowali naszą obronę i doszli do pozycji strzałowej 8 metrów przed bramką Przyszłości. Zawodnik GTS – u Wróbel  mocno uderzył i trafił w interweniujących rozpaczliwie obrońców Przyszłości – piłka po tej interwencji wyszła na róg. Po tej akcji zamiast iść za ciosem gospodarze oddali inicjatywę na boisku liderowi i pozwolili się zepchnąć do głębokiej defensywy. Wprawdzie w 44 minucie po kolejnym rzucie wolnym GTS - u z połowy boiska – Niedziela spokojnie wypiąstkował piłkę daleko od naszej bramki, ale przez następne 2 minuty (w doliczonym czasie gry) Przyszłość nie schodziła z połowy boiska gospodarzy. Wywalczyliśmy sobie rzut rożny, który wspaniale wykonał z lewej strony Sałek – wprost do stojącego na „długim” słupku Żbikowskiego I – jego główka odesłała zaskoczonych gospodarzy z wynikiem 0 : 1 do szatni.

W drugiej połowie należało się spodziewać ataku gospodarzy. Mimo apeli kibiców, GTS dalej grał jednym napastnikiem i nie był w stanie przedrzeć się przez doskonale zorganizowaną obronę Przyszłości. Tak jak w meczu z Czańcem doskonale zagrała linia pomocy Przyszłości, tak tym razem nasi defensorzy stanęli na wysokości zadania i blokowali wszystko co wpadało w nasze pole karne. Trzeba przyznać, że mieli duże wsparcie w doskonale ustawiającym się w środkowej linii Sałku, który w zarodku likwidował wszelkie poczynania gospodarzy. Gospodarze próbowali zaskoczyć Przyszłość kontratakami, które odbijały się jak od muru od naszej defensywy, vide strzał Myszora w 50 minucie – piąstkował Niedziela  – sami narażali się na ostre kontry Rogowian. Między 50 a 55 minutą bramkarz gospodarzy bronił strzały Wieczorka i Sałka – wszystko na róg. Jednak w 53 minucie mieliśmy szczęście, kiedy to strzał z za pola karnego Buturli skończył na lewym słupku naszej bramki. W 54 minucie po podaniu Żbikowskiego I główkował Żbikowski II – bramkarz gospodarzy był na posterunku. W 55 minucie naraziliśmy się na dynamiczną kontrę gospodarzy, na szczęście wypychany z pola karnego przez naszych obrońców Buturla trafił z 5 metrów w boczną siatkę. Między 75 a 85 minutą Przyszłość osiągnęła sporą przewagę wypracowując sobie kilka doskonałych sytuacji do zdobycia decydującego, drugiego gola, ale na przeszkodzie strzałom Kachela, Wieczorka, Żbikowskiego I stanął albo bramkarz gospodarzy albo minimalnie źle nastawione celowniki naszych piłkarzy. W 86 minucie po rzucie rożnym powstało potężne zamieszanie w polu karnym Przyszłości, w efekcie którego zawodnik GTS – u znalazł się z piłką 2 metry przed naszą bramką – przegrał jednak pojedynek z naszym golkiperem, który desperacko rzucił się pod nogi przeciwnika i wyłapał piłkę. Trzeba przyznać, że GTS do końca ostro walczył o punkty w tym meczu a odkrywając się  o mało nie sprowokował utraty drugiego gola – w 92 minucie Wieczorek wywalczył piłkę przed polem karnym gospodarzy. Był sam na sam z bramkarzem, ale pod dość ostrym kątem w stosunku do bramki – jego strzał obronił najlepszy zawodnik na boisku – bramkarz GTS – u Oleksy.

 

 

___________________________

16 października - XIII kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - LKS Czaniec 3 : 0 (0 : 0)

Najlepszy mecz Przyszłości w tym sezonie

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Malcher, Sander, Kolisz, Pucka (57. Benauer) – Sałek (78. Błędowski), Ciuberek, Cichecki, Kachel – Wieczorek (66. Bober), Żbikowski I (87. Styczeń).

Widzów: 200. Żółte kartki: Żbikowski I.

Sędzia: Marcin Bielawski (Katowice).

Bramki: 58 min. 1 : 0 – Wieczorek,

             60 min. 2 : 0 – Benauer,

             89 min. 3 : 0 – Kolisz (karny).

To był zdecydowanie najlepszy mecz Przyszłości z dotychczasowych jakie rozegrała ona w sezonie 2010/11 – a że goście dostroili się do poziomu gry naszej drużyny – kibice zobaczyli fantastyczne widowisko, w którym nasza drużyna była jednak lepsza. Drużyna z dalekiego Czańca nie gra pierwszy sezon w IV ligowym towarzystwie, ale tak dobrze grających górali jeszcze nie widzieliśmy. Mecz był przez długie okresy wyrównanym pojedynkiem i dopiero na pół godziny przed końcowym gwizdkiem goście zaczęli nie wytrzymywać narzuconego przez Przyszłość tempa i przegrali dość wysoko. Jak mówimy, Przyszłość rozpoczęła z dużym animuszem i w 8 minucie wypracowała sobie pierwszą bramkową sytuację. Po rzucie rożnym z lewej strony odbitą piłkę od obrońców Czańca dostał Cichecki i mocno strzelił z za pola karnego. Strzał odbili znowu obrońcy wprost pod nogi szarżującego Ciuberka. Do naszego pomocnika wybiegł bramkarz LKS – u i zablokował strzał z 5 metrów. W 10 minucie na strzał zdecydował się Sałek. Piłka bita z 18 metrów szła po ziemi tuż przy lewym słupku bramki Czańca. Ten kąśliwy strzał obronił jednak golkiper gości. Od tego momentu gra się wyrównała i toczyła się przeważnie w środku boiska. W 15 minucie pierwszy strzał w światło naszej bramki oddali goście – Niedziela nie miał kłopotów ze słabym uderzeniem. Potem kilka strzałów w kierunku bramki Czańca oddała Przyszłość, lecz nie zmierzały one w światło bramki, z wyjątkiem strzału Cicheckiego w 30 minucie, który nie wiedzieć jak, obronił bramkarz Czańca. W 33 minucie kolejny raz celnie uderzyli goście – strzał z lewej strony obronił pewnie Niedziela. W 36 minucie składna akcja lewą stroną Przyszłości zakończyła się centrą Sałka i wybiciem piłki na róg przez obrońców gości. W tym czasie kilkoma doskonałymi wyjściami nawet za pole karne popisał się nasz bramkarz, co doskonale zneutralizowało długie podania na jedynego napastnika Czańca.

Drugą połowę znowu śmielej rozpoczęła Przyszłość, ale po rzucie wolnym z prawej strony w 49 minucie goście zmusili do najwyższego wysiłku naszego bramkarza. Od tego momentu lekką przewagę uzyskali zawodnicy LKS – u, ale nie potrafili ani rusz przejść przez pewnie grający blok defensywny Przyszłości. Wszystko zmieniło się w chwili kiedy na boisku pojawił się Kamil Benauer. Obrońcy gości nie docenili filigranowego pomocnika Przyszłości i potrzebował on dwóch minut aby rozstrzygnąć losy pojedynku na korzyść Rogowian. Najpierw w 58 minucie uciekł prawą stroną obrońcom gości, przerzucił piłkę do przeciwległego narożnika pola karnego Czańca, gdzie czekał Sałek. Przy naszym pomocniku było dwóch zawodników gości, więc ten bez namysłu strzelił. Nasz pomocnik źle trafił w piłkę. To tak zmyliło bramkarza gości, że zamiast złapać piłkę wypchnął ją przed siebie – wprost pod nogi Wieczorka a ten dopełnił formalności – 1 : 0. W 60 minucie znowu Benauer przejął podanie Wieczorka i przez nikogo nie niepokojony przebiegł z piłką 20 metrów. Będąc przed linią 16 – nastki odpowiedział na chóralny okrzyk kibiców – strzelaj. Kamil strzelił, piłka otarła się o słupek i wylądowała w siatce – 2 : 0. W 68 minucie po rzucie wolnym Bobera wyciągnięty jak struna bramkarz Czańca wybił piłkę na aut. W 70 minucie znowu dał o sobie znać Bober. Niestety główkował metr obok bramki Czańca. Goście mimo niesprzyjającego obrotu sytuacji nie poddawali się. W 74 minucie wywalczyli rzut wolny z 25 metrów od naszej bramki. Po precyzyjnym uderzeniu pomocnika gości piłka przeszła nad naszym murem i Niedziela musiał wykazać cały swój kunszt aby obronić to uderzenie. W 77 minucie po rzucie rożnym z lewej strony powstało w naszym polu karnym spore zamieszanie, które w końcu zażegnali dalekim wykopem obrońcy Przyszłości. W 80 minucie Czaniec strzelał rzut wolny z prawej strony. Świetną główką popisał się ich zawodnik – tyle tylko, że minął się z celem o metr. Od tego momentu Przyszłość przejęła znowu inicjatywę i w 89 minucie Styczeń do spółki a Błędowskim „rozklepali” zmęczonych środkowych obrońców gości i uruchomili wychodzącego na pozycję sam na sam Bobera. Świerczyński nie widział innego sposobu uratowania sytuacji jak faul na naszym napastniku. Sędzia spotkania nie miał wątpliwości – rzut karny i czerwona kartka dla winowajcy. Do ustawionej na „wapnie” piłki podszedł Kolisz nie dał szans bramkarzowi gości. Jeszcze w 90 minucie rajdem popisał się aktywny Bober lecz jego strzał obronił bramkarz, podobnie jak minutę później strzał z ostrego kąta Błędowskiego.

Przyszłość w dzisiejszym meczu nie miała słabych punktów. Co ważniejsze wszyscy zmiennicy zagrali koncertowo i dobili zmęczonego przeciwnika.

 

__________________________

9 października - XII kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Polonia Marklowice - Przyszłość Rogów 0 : 2 (0 : 1)

Pierwsza połowa jak III liga – druga, o niej jak najprędzej zapomnijmy

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Malcher, Sander, Kolisz, Pucka (70. Błędowski) – Żbikowski II (78. Benauer), Ciuberek (83. Styczeń), Cichecki (60. Bober), Kachel – Wieczorek, Żbikowski I.

Widzów: 150. Żółte kartki: Malcher, Sander, Żbikowski II, Wieczorek, Bober.

Sędzia: Mariusz Wolej , Żywiec.

Bramki: 16 min. 0 : 1 – Wieczorek (głową),

             84 min. 0 : 2 – Robert Żbikowski (I)(głową).

Pierwsza połowa meczu to popis Przyszłości. Nasza drużyna zagrała tak jak by była III ligowcem. Polonia mimo, że na własnym boisku tylko raz podeszła pod pole karne Przyszłości w 13 minucie. Wtedy w uliczkę między naszych dwóch obrońców wbiegł zawodnik gospodarzy, lecz wybieg Niedzieli na 13 metr zapobiegł nieszczęściu. W 16 minucie strzelaliśmy rzut rożny. Świetne uderzenie Cicheckiego znalazło na przeciwległym słupku Sandra, który głową skierował piłkę przed bramkę Polonii gdzie najwyżej wyskoczył Wieczorek i otworzył wynik meczu – 0 : 1. Przyszłość dalej spokojnie wyprowadzała swoje akcje od obrony, raz po raz zagrażając bramce Polonii. W 18 minucie po rajdzie Wieczorka obrońcy Polonii wybili piłkę na róg. W 24 minucie strzał Cicheckiego obrońcy Polonii wybili w ostatniej chwili na aut. W 27 minucie sam przed bramkarzem znalazł się Wieczorek i piłka wyszła na róg. W 31 minucie po centrze Żbikowskiego II główkował Pucka – obok bramki. Przyszłość do końca pierwszej połowy wypracowała sobie jeszce kilka dogodnych sytuacji do zdobycia gola. Jednak piłka zawsze mijała bramkę gospodarzy.

Druga połowa to diametralnie różny obraz meczu od tego co działo się w pierwszej połowie. Wprawdzie w 48 minucie dobre podanie Żbikowskiego I do Wieczorka i zagranie tego drugiego do Żbikowskiego II zaowocowało mocnym strzałem Żbikowskiego II w środek bramki, ale to było wszystko na co na długie minuty drugiej części gry było stać Przyszłość. Zaczęliśmy się wdawać w niepotrzebne pojedynki na środku boiska, z których często górą wychodzili chaotycznie grający gospodarze. Natomiast Polonia próbowała ambitnie odrobić straty i od 50 minuty zaczęła poważnie zagrażać bramce Niedzieli. W 51 minucie groźną centrę z prawej strony Polonii w nasze pole karne, wybił Pucka na róg. Po tym rogu zawodnik Polonii posłał przypadkowy strzał – świecę w nasze pole karne, gdzie uważny Niedziela stojąc 1 metr przed bramką wypiąstkował tę piłkę. W 54 minucie w zamieszaniu w polu karnym Przyszłości, Niedziela oślepiany słońcem, w ostatniej chwili wybił pięściami w pole piłkę, która mogła znaleźć drogę do siatki. W 63 minucie znowu zakotłowało się w polu karnym Przyszłości, obrońcy w końcu wybili daleko piłkę. Między 68 a 76 minutą Przyszłość trochę otrząsnęła się z chaotycznej dominacji gospodarzy i przeprowadziła dwie kontry. Najpierw w 68 minucie po centrze Pucki, wysoko nad bramką strzelił Żbikowski II a w 71 minucie z woleja strzelał Żbikowski I – niestety w aut. W 76 minucie po zamieszaniu w polu karnym Przyszłości, Polonia strzelała rzut rożny, po którym zablokowany Niedziela nie potrafił ani rusz sięgnąć piłki, która trafiła w końcu na głowę zawodnika Polonii. Jego strzał zmierzał do opuszczonej przez naszego bramkarza bramki, w której stali Sander i Malcher – na szczęście piłka przeszła nad bramką. W 79 minucie Malcher za krótko główkował do naszego bramkarza i o mało lotu piłki nie przeciął zawodnik gospodarzy – na szczęście Niedziela był szybszy i złapał piłkę. W 84 minucie sprawa została wyjaśniona. Żbikowski I zagrał do Benauera, który niczym torpeda przebiegł obok ratującego sytuację ślizgiem Procka i posłał plasowaną centrę na środek pola karnego, gdzie czekał idący za akcją Żbikowski I i precyzyjną główką pokonał bramkarza Polonii – 0 : 2.

Negatywną postacią tego meczu był niestety arbiter. Momentami odnosiło się wrażenie, że przyjechał do Marklowic tylko po to aby pokazać jak najwięcej żółtych kartek piłkarzom Przyszłości – wszak nasza drużyna może przeszkodzić w awansie do III ligi drużynom z okręgu Bielskiego; resztę dopowiedzcie sobie sami.       

 

__________________________________

2 października - XI kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - Nadwiślan Góra 2 : 1 (0 : 1)

Lider na tarczy w Rogowie

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Malcher, Sander, Pucka, Kachel – Żbikowski II (55. Styczeń), Ciuberek, Kolisz (64. Sałek), Benauer (54. Wieczorek) – Żbikowski I, Bober (84. Kiepas).

Widzów: 100.  Żółte kartki: Kolisz, Żbikowski II, Benauer.

Sędzia: p. Smaczny (Bytom).

Bramki: 28 min. 0 : 1 – Frąckowiak,

             59 min. 1 : 1 – Pucka (głową),

             85 min. 2 : 1 – Żbikowski I (karny).

Drużyna Nadwiślana przyjechała do Rogowa z mocnym postanowieniem wywalczenia pełnej puli punktowej. Jednak to Przyszłość pierwsza zaatakowała i już w 3 minucie po dalekim strzale naszych zawodników bramkarz Góry bardzo niepewnie, na dwa razy, załapał piłkę. Minutę później Benauer znalazł się sam przed bramkarzem, ale nie zdążył do piłki. W 12 minucie do mocnej centry z prawej strony wystartowali Bober i Benauer. Nasi zawodnicy nie zdążyli jednak do piłki, a była przed nimi pusta bramka. Dopiero w 16 minucie pierwszy strzał na bramkę Niedzieli oddali goście – z którym nasz bramkarz nie miał problemów. W 23 minucie mieliśmy przykład tego co może się stać kiedy nasi defensorzy będą nieuważni. Goście bez zbędnych ceregieli wybijali od własnej bramki piłki do stojących na desancie przeważnie dwóch napastników i jeden z nich zatrudnił po raz drugi naszego bramkarza. W 28 minucie właśnie tak daliśmy się zaskoczyć. Bramkarz Góry wybił piłkę do biegnącego co sił lewego pomocnika, który posłał centrę w pole karne. Pucka dał się wyprzedzić szybkiemu Frąckowiakowi i było 0 : 1. W 31 minucie znowu Niedziela obronił daleki strzał gości, ale od tego momentu Przyszłość mocno nacisnęła. W 35 minucie 5 metrów przed bramką Góry znalazł się Żbikowski II i strzelił w nogi obrońcy. W 42 minuty niepewnie grający bramkarz gości z trudem obronił centrę z prawej strony.

Drugą połowę meczu lepiej zaczęli goście. Ich taktyka była czytelna i zrozumiała – strzelić jeszcze jedną bramkę, a potem niech się dzieje co chce. W 49 minucie Niedziela obronił strzał z rzutu wolnego strzelany z 40 metrów. W 52 minucie znowu nasz bramkarz obronił lob gości z 15 metrów. W 54 i 55 minucie trener Sosna dokonał dwóch zmian i to dało impuls do lepszej gry Przyszłości. Nastąpił okres przewagi naszej drużyny, który w 59 minucie znalazł swój finał. Po składnej akcji Przyszłości lewą stroną, wywalczyła ona rzut rożny. Nasi zawodnicy zgrupowali się w polu karnym Nadwiślana i nikt nie miał ochoty iść strzelać kornera. W końcu do piłki podszedł Styczeń i uderzył niestandardowo. Wysoka świeca powędrowała przed bramkę gości. Ich obrońcy źle obliczyli wyskok do piłki i kiedy lądowali dopiero wyskoczył Pucka i zrehabilitował się za gapiostwo w 28 minucie, zdobywając piękną bramkę – 1 : 1. Po zdobyciu wyrównującej bramki Przyszłość zamknęła na długie minuty gości na ich połowie dążąc do zdobycia kolejnego gola. Mnożyły się sytuacje do zdobycia drugiego gola, ale nie dały one pożądanego efektu. W 63 minucie mocno strzelił z 18 metrów Żbikowski II – bramkarz jak to miał w zwyczaju znowu podwójną interwencją obronił. W 70 minucie kontrę gości zlikwidował pięknym ślizgiem 5 metrów przed bramką Niedzieli – Pucka. W 74 minucie do piłki przed polem karnym doszedł Żbikowski I. Minął dwóch rywali i strzelił z 3 metrów. Strzał nie był mocny i bramkarz jakąś dziwną paradą uratował gości przed pewną bramką. W 84 minucie wyszła naszej drużynie najpiękniejsza akcja meczu. Piłka od obrony: Sander – Malcher – Żbikowski I – Wieczorek znowu Żbikowski I do wychodzącego na skrzydło Sandra. Za akcją zdążyło tylko dwóch obrońców gości. Mocna centra Sandra zmierzała w pole karne do naszych zawodników, kiedy bramkarską paradą popisał się lewy obrońca Góry. Sędzia nie miał wyboru i wskazał na rzut karny. Piłkę ustawił Żbikowski I i mocnym strzałem nie dał szans golkiperowi Nadwiślana – 2 : 1. W 89 minucie Przyszłość mogła wygrywać wyżej, gdy po kolejnej składnej akcji tym razem lewą stroną Styczeń trafił w boczną siatkę. Zawodnicy Nadwiślana nie rezygnowali i w 90 minucie strzał rozpaczy z 25 metrów zmierzał pod poprzeczkę naszej bramki – Niedziela wspaniale obronił to uderzenie. W doliczonym czasie gry zawodnik gości, który dopiero co wszedł na boisko, brutalnie za wysoko podniesioną nogą zaatakował głowę Wieczorka. Tylko dużej pobłażliwości sędziego brutal zawdzięcza, że nie zobaczył czerwonej kartki. Zawodnicy Nadwiślana nie potrafili przełknąć goryczy porażki i po meczu długo reklamowali u sędziego, że należał się im też przynajmniej jeden rzut karny, ale za co by on miał być podyktowany, wiedzieli tylko oni sami.    

 

___________________________

29 września - X kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

MRKS Czechowice - Dziedzice - Przyszłość Rogów 1 : 1 (1 : 1)

Powinniśmy wygrać

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Żbikowski II, Pucka, Kolisz, Kachel – Benauer, Ciuberek, Sałek (65. Cichecki), Bober, Styczeń (46. Błędowski, 86. Malcher) – Żbikowski I (80. Kiepas).

Widzów:

Sędzia: Wojciech Kretek (Bytom).       Żółta kartka: Kachel.

Bramki: 24 min. 1 : 0 – Szczęsny,

             41 min. 1 : 1 – Ciuberek.

Jak na trudne warunki panujące na placu gry – ciągły, intensywny deszcz i rozmiękłe boisko – czołowe drużyny IV ligi stworzyły niezłe widowisko. Od początku ton grze nadawali nieoczekiwanie Rogowianie. To jednak w 5 minucie płaski strzał Basiury nogami obronił Niedziela. W 17 minucie zrewanżowaliśmy się strzałem z 12 metrów Żbikowskiego II obok prawego słupka. W 23 minucie strzelaliśmy z za 16 metrów – Michałowski obronił to uderzenie. W 24 minucie powtórzyła się historia z wiosennego meczu tych drużyn, kiedy to Przyszłość atakowała a gospodarze dwa razy nas skontrowali. Zawodnik MRKS – u uciekł po lewym skrzydle, zacentrował a Szczęsny uprzedził naszych obrońców i bramkarza, zdobywając prowadzenie 1 : 0. Po wznowieniu gry gospodarzom wyszła kolejna kontra. Po centrze z prawej strony doszedł do piłki Basiura, lecz z ostrego kąta nie trafił w światło bramki. W 41 minucie przed linią 16 metrów nie przejęli piłki obrońcy Czechowic. Uprzedził ich Ciuberek, wbiegł z piłką w pole karne i z 14 metrów nie dał szans Michałowskiemu – 1 : 1. W ostatniej minucie pierwszej połowy mogliśmy dostać gola do szatni. Znakomicie spisał się Niedziela wygrywając pojedynek sam na sam z zawodnikiem gospodarzy.

Druga połowa była gorszym widowiskiem niż pierwsza. Gra toczyła się w środku boiska. Częściej przy piłce byli goście a gospodarze ograniczali się do kontrataków – w czym są naprawdę dobrzy. W 47 minucie wybita z pola karnego Czechowic piłka trafiła do Kolisza a ten mocno uderzył z 25 metrów. Michałowski musiał się sporo natrudzić aby wybić piłkę na róg. W 61 minucie zobaczyliśmy świetną interwencję Niedzieli po strzale Sztorca. Ostatnie 10 minut należało do Przyszłości. W 81 minucie strzelaliśmy rzut wolny. Piłka trafiła do coraz pewniej czującego się w IV ligowym towarzystwie naszego młodzieżowca Ciuberka. Szymon atakowany zdecydowanie przez obrońców, nie dał rady wepchnąć piłki do siatki. W 89 minucie znowu Ciuberek, po kolosalnym zamieszaniu w polu karnym Czechowic miał jeszcze jedną szansę na zdobycie zwycięskiej bramki. Trafił jednak w twarz ofiarnie interweniującego Michałowskiego. Bramkarz gospodarzy długo leżał zanim przyszedł do siebie. Z trudnego terenu Przyszłość przywozi 1 punkt i fatalne wiadomości.

Tą złą wiadomością jest fakt wycofania się z rozgrywek rezerw Odry Wodzisław. Pamiętamy wszyscy po jak ciężkiej walce Przyszłość wygrała z tą drużyną, podczas gdy inni przegrali. Nam odebrano punkty i w efekcie spadliśmy na najgorsze miejsce – 4 w tej rundzie obecnego sezony ze stratą już 7 punktów do lidera z Góry, ale w najbliższą sobotę Nadwiślan przyjeżdża do Rogowa i jeżeli Przyszłość ma jeszcze coś znaczyć na jesieni w IV lidze – po prostu nie ma wyboru – musi zagrać najlepiej jak potrafi. 

 

________________________________

25 września - IX kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - Rekord Bielsko - Biała 2 : 1 (1 : 0)

Tak trzeba grać, mimo wszystko

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Żbikowski II, Sander, Pucka, Kachel – Benauer, Ciuberek, Sałek (69. Cichecki), Błędowski (75. Styczeń) – Halszka (57. Kolisz), Żbikowski I(K) (84. Bober).

Widzów: 150.  Żółte kartki: Benauer, Czerwona kartka: Sander.

Sędzia: Mirosław Górecki (Katowice)

Bramki:  9 min. 1 : 0 – Robert Żbikowski,

            56 min. 1 : 1 – Papatanasiu (karny),

            88 min.  2 : 1 – Kolisz (karny).

Pierwsza połowa to była gra na noże. W 4 minucie składna akcja Rekordu prawą stroną i interwencja świetnie ustawionego Żbikowskiego II, w ostatniej chwili ratowała naszą drużynę przed ciężkimi tarapatami. Już w 6 minucie odgryzł się znowu Żbikowski II strzelając z dystansu – bramkarz obronił. W 9 minucie bramkę dla Przyszłości zdobył dzięki wyjątkowemu geniuszowi piłkarskiemu Żbikowski I. Daleki wykop naszego bramkarza – Niedzieli zaskoczył stopera gości. Piłka odbiła się przed ostatnią instancją Rekordu i dopadł do niej nasz napastnik – uprzedził również drugiego stopera i wpakował piłkę do siatki. Przyszłość chciała dalej atakować, jednak nic z tych zamiarów nie wyszło. Rekord zaczął grać tak, jak by grał u siebie. W 14 minucie rzut wolny z 25 metrów strzelał Rekord – mocny strzał w mur a dobitka poszła obok bramki Niedzieli. W 17 minucie Rekord zaatakował prawą stroną, strzał pomocnika gości obronił Niedziela. W 27 minucie Rekord ostro poszedł lewą stroną. Za akcją zdążyli tylko dwaj nasi obrońcy. Przerzut piłki do wolnego prawego pomocnika Rekordu powinien skutkować wyrównującym golem – na szczęście zawodnik Rekordu trafił w boczną siatkę. W 30 minucie po kolejnej akcji lewą stroną Rekordu, dopiero Sander zablokował mocny strzał gości oddany z 8 metrów od naszej bramki. W 40 minucie po rogu strzelanym przez Rekord, goście doszli do strzału z 16 metrów, który obronił Niedziela. Ostatnie 5 minut pierwszej połowy należało do Przyszłości. Najpierw w 42 minucie po strzale z rzutu rożnego Sałka, bramkarz Rekordu wybił piłkę z linii bramkowej, a w 43 minucie po podaniu Sandra przez pół boiska do Żbikowskiego I, podanie Roberta w pole karne gości było tak kąśliwe, że znalazło 2 metry przed bramką szarżującego Halszkę. Kto wie jak by się wszystko zakończyło, gdyby stoper Rekordu nie zablokował naszego napastnika i w efekcie piłkę instynktownie obronił bramkarz gości.

Wydawało się, że na początku drugiej połowy ostro zaatakują goście. Nic takiego się nie stało, więc grała Przyszłość. W 49 minucie po rogu strzelanym przez Żbikowskiego I do znakomitej sytuacji 2 metry przed bramką gości doszedł Sałek. Było jednak za mało miejsca by podnieść piłkę pod poprzeczkę, więc strzelił prosto w padającego bramkarza na linii bramkowej. W 56 minucie po dalekim podaniu z głębi pola zawodników Rekordu w nasze pole karne, do piłki nie wiadomo czemu, nie wystartował nasz bramkarz. Widząc bierność naszego golkipera do bezpańskiej piłki poszedł napastnik Rekordu i kiedy przymierzał się do strzału wybił mu piłkę (razem z nogami) Sander. Nasz stoper zobaczył czerwoną kartkę, a Rekord otrzymał dodatkowy bonus w postaci rzutu karnego. Egzekucji dokonał Papatanasiu i zrobiło się 1 : 1. Wszyscy byli przekonani, że Rekord otrzymując takie „preferencje” pójdzie za ciosem i stłamsi Przyszłość. Jakież było nasze zdziwienie, gdy osłabiona Przyszłość przejęła inicjatywę. Nasza drużyna zaczęła konstruować składne akcje a Rekord tylko kontratakował. W 73 minucie strzelał zawodnik gości i Niedziela spokojnie obronił. W 76 minucie strzałem z 25 metrów próbował zaskoczyć bramkarza gości Żbikowski II – bramkarz z trudem, ale pewnie obronił. W 80 minucie strzelał z dystansu Cichecki – znowu bramkarz górą. W 88 minucie na wolne pole wyszedł Benauer. Jego mocna centra na wchodzących w pole karne naszych dwóch zawodników została zatrzymana ręką spóźnionego obrońcy Rekordu. Bezwzględny (patrz czerwona kartka dla Sandra) acz sprawiedliwy, sędzia tego meczu - bez skrupułów podyktował rzut karny. Pewnym strzałem popisał się z 11 metrów Kolisz i ustalił  wynik meczu na 2 : 1 dla Przyszłości.

Nigdy nie rozdajemy cenzurek sędziom, dlatego i tym razem tego nie zrobimy, ale możemy o ich pracy w tym meczu wyrazić się słowami Cezara: „Przyszedłem, zobaczyłem, zwyciężyłem”, a potem była już tylko Kleopatra ...ale kiedy to było. Pan Górecki jednak miał odwagę Cezara – patrz 88 minuta meczu.

 

__________________________

19 września - VIII kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Podbeskidzie II Bielsko - Biała - Przyszłość Rogów 4 : 0 (2 : 0)

Drużyna IV ligowa z I ligową raczej nie wygra

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Malcher (61. Żbikowski II), Pucka, Sander, Kachel – Benauer (55. Lukoszek, 69. Wieczorek), Sałek, Kolisz (46. Bober), Ciuberek, Błędowski – Żbikowski I.

Widzów: 100.  Żółte kartki: Kolisz, Pucka.

Sędzia: Krystian Lang (Rybnik).

Bramki:   8 min. 1 : 0 – Mikoda (wolny),

             24 min. 2 : 0 – Pęszor,

             51 min. 3 : 0 – Jarosz,

             93 min. 4 : 0 – Błasik.

Przyszłość zagrała nad podziw ambitnie i kto wie czy nie najlepszy mecz w tym sezonie, ale nie miała szans. Podbeskidzie II wystąpiło, mając w składzie 7 pierwszoligowców. Czwarto ligowy zespół nie wygra z pierwszo ligowym o ile temu drugiemu chce się grać. A Podbeskidzie chciało. Od pierwszej minuty gospodarze rzucili się ostro do ataku. W 8 minucie po faulu Kolisza na zawodniku gospodarzy 30 metrów od naszej bramki, sędzia podyktował rzut wolny. Piłkę ustawił Mikoda i mocno strzelił obok muru w środek bramki tam gdzie stał Niedziela. Piłka trafiła w naszego bramkarza – ten nie utrzymał jej w rękach i wpadła pod poprzeczkę do siatki – 1 : 0. W 11 minucie strzelaliśmy dwa rzuty rożne jednak bez efektu. W 15 minucie znowu Podbeskidzie strzelało wolny z 30 metrów. Tym razem Mikoda strzelił po ziemi i Niedziela obronił. Trwał napór gospodarzy. W 24 minucie na naszej prawej obronie powstało spore zamieszanie, skąd piłka trafiła do nie obstawionego w polu karnym Pęszora, który miał czas przyjąć piłkę, przełożyć ją z nogi na nogę i kropnąć po ziemi w lewy róg naszej bramki – 2 : 0. Uspokojeni pewnym prowadzeniem gospodarze zwolnili swoje zapędy i do głosu doszła Przyszłość, by od 35 minuty osiągnąć przewagę. W 40 minucie Pucka strzelał wolnego - w mur gospodarzy. W 44 minucie rozklepaliśmy I ligową obronę, lecz Żbikowski I główkował nad bramką. W 45 minucie po dużym zamieszaniu w polu karnym Podbeskidzia strzelał Malcher z narożnika pola karnego – niestety też niecelnie.

Drugą połowę Przyszłość rozpoczęła z wielkim animuszem i zamknęła gospodarzy na ich połowie. Nie zakończyło się to strzeleniem gola przez nas, ale w 51minucie prawą stroną skontrowało nas Podbeskidzie i 25 metrów od bramki, piłkę otrzymał rozpędzony Jarosz.  Huknął jak z armaty w okienko naszej bramki - Niedziela był bezradny – 3 : 0. W 54 minucie krosem przez całe boisko Sałek uruchomił Żbikowskiego I. Strzał naszego zawodnika obronił bramkarz. Czas między 60 a 70 minutą był szczególnie nieszczęśliwy dla Przyszłości. Najpierw kontuzjowanego Malchera zmienił Żbikowski II a w 69 minucie, grający od 55 minuty Lukoszek, po starciu z pomocnikiem Podbeskidzia, został leżeć na murawie. Kontuzja lewej nogi okazała się poważna i nasz zawodnik został odwieziony do szpitala. Te nieszczęśliwe zdarzenia nie załamały naszych zawodników i nadal atakowali. Żbikowski I, Błędowski, Wieczorek i Sałek po dwa razy zatrudniali bramkarza gospodarzy – niestety bez efektu bramkowego. Najtrudniejsze zadanie do wykonania miał golkiper gospodarzy po strzale Błędowskiego w 88 minucie, kiedy piłka wypadła mu z rąk i wyręczył go obrońca wybijając piłkę głową nad poprzeczkę i po uderzeniu Sałka, kiedy wybił piłkę przed siebie i też ratowali go obrońcy. W 75 minucie Niedziela interweniował w stylu ostatniego stopera za polem karnym a w 90 minucie nasz bramkarz popisał się wspaniałą paradą po strzale z 16 metrów Jarosza i wybił piłkę na róg. W doliczonym czasie gry, gdy Przyszłość już praktycznie nie broniła - pragnąc zdobyć honorowego gola, stojący na desancie Błasik uprzedził Puckę a będąc sam na sam z Niedzielą nie dał mu szans podwyższając na 4 : 0.

W dwóch trudnych meczach nie zdobyliśmy punktu i nie strzelili bramki. Teraz czekają nas trzy równie trudne pojedynki – nie ma się co załamywać i grać ambitnie dalej.         

 

___________________________

11 września - VII kolejka sezonu 2010/11w IV lidze

Przyszłość Rogów - Gwarek Ornontowice  0 : 2 (0 : 1)

Gorycz pierwszej porażki (sprawozdanie wykonane na podstawie opisu meczu w "Sporcie")

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela - Kachel, Malcher (75. Halszka), Sander (46. Żbikowski II), Pucka - Benauer (46. Lukoszek), Sałek, Kolisz (62. Cichecki), Styczeń - Wieczorek, Żbikowski I.

Widzów: 200.   Żółte kartki: Sander, Żbikowski I, Żbikowski II, Malcher, Styczeń.

Sędzia: Heller (Skoczów)

Bramki: 29 min. 0 : 1 - Boczar,

             88 min. 0 : 2 - A. Sarzała.

Rogowianie musieli przełknąć gorycz pierwszej porażki, ale przegrali z naprawdę solidnym rywalem. W 29 minucie nieporozumienie między Pucką a Sandrem wykorzystał Bocznar i na raty pokonał Niedzielę, a na 2 minuty przed końcem meczu szybką kontrę sfinalizował A. Sarzała.

Tyle katowicki "Sport". My zebraliśmy kilka opinii o tym pojedynku od kibiców Przyszłości, oto one:

- Należy wierzyć, że ten pojedynek to tylko chwilowa niedyspozycja, bo gdyby to miał być początek załamania formy to przyszedł w najmniej odpowiednim momencie. Przed Przyszłością są bowiem 4 najtrudniejsze pojedynki sezonu, jeżeli w nich popłyniemy to możemy zapomnieć o wysokiej lokacie w tabeli.

- Dlaczego oni się tak kłócą zamiast grać?. A najwięcej oberwało się młodemu Benauerowi. Zamiast mu pomóc radą to tylko go strofują a sami nic nie grają. Na wiosnę mógł się odezwać na boisku tylko kapitan i to było dobre, a teraz wszyscy zamiast grać tylko wrzeszczą. Trener musi coś z tym zrobić i utemperować swoich asów.

- Około 4 minuty straciła Przyszłość w tym meczu dlatego, że nie było chłopców do podawania piłek. To było wielkie niedopatrzenie i nie miało nic wspólnego z profesjonalizmem, o który tak walczył poprzedni prezes, a obecnie honorowy, pan Tadeusz.

- Wygląda na to, że Przyszłość jest bez kondycji, a niektórzy zawodnicy już odpuszczają zamiast walczyć.

Tyle kibice naszej drużyny. Było jeszcze kilka dosadniejszych wypowiedzi, ale tych nie mamy zamiaru cytować aby nie narazić się na miano szowinistów. 

 

___________________________

8 września - VI kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Zapora Porąbka - Przyszłość Rogów 0 : 1 (0 : 0)

Takie zwycięstwo cieszy najbardziej

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Styczeń, Pucka, Malcher, Kachel – Żbikowski II, Ciuberek (75. Benauer), Cichecki (46. Sałek), Lukoszek (61. Błędowski) – Bober (61. Wieczorek), Żbikowski I.

Widzów: 60.  Żółte kartki: Sałek.

Sędzia: Przemysław Ziobrowski (Żywiec).

Bramka: 91 min. 0 : 1 – Wieczorek.

Zwycięstwo osiągnięte w doliczonym czasie gry to sukces, który cieszy najmocniej – tym bardziej, gdy jest to wygrana wybiegana i wypracowana rozważną grą.

Pierwsza część meczu to pojedynek dość wyrównany. W 14 minucie po szybkiej akcji prawą stroną Porąbki – Pucka pewną interwencją zlikwidował niebezpieczeństwo przed naszą bramką. Po tej akcji Przyszłość zaczęła mocniej naciskać i zawodnicy Zapory uznali, że aby uniknąć porażki należy zawczasu ten czas szanować. Rzecz nie spotykana – będąc na przedostatnim miejscu w tabeli nie chcieć pokonać przeciwnika na własnym boisku. Dowodem na to niech będzie zdarzenie z 20 minuty meczu, kiedy to przypadkowego skręcenia kolana doznał zawodnik gospodarzy. Po wybiciu piłki na aut przez Żbikowskiego I długo nie podbiegał do leżącego masażysta, a kiedy już przybył nie było noszy aby znieść poszkodowanego z boiska. Pal już licho nosze, ale skoro kontuzjowany piłkarz nie potrafił o własnych siłach opuścić placu gry, od czego są koledzy z drużyny. Tymczasem oni ustawili się na własnej połowie i dopiero Malcher z Kachelem znieśli piłkarza Porąbki za linię boiska. Wtedy pomyśleliśmy sobie – oby wam tego czasu nie zabrakło. Później okazało się jak prorocze były to myśli. W 23 minucie po centrze Żbikowskiego I główkował Bober – nad bramką. W 27 minucie po centrze z rzutu wolnego główkował Żbikowski I też nad bramką. W 35 minucie jedyny celny strzał z dystansu na bramkę oddał zawodnik Porąbki, z którym Niedziela nie miał kłopotów. Do końca pierwszej połowy obie drużyny przeprowadzały niemrawe ataki – z reguły nie kończone strzałami. Pewne kłopoty naszym obrońcom sprawiały dalekie wyrzuty z autu czarnoskórego pomocnika Porąbki, ale grali oni uważnie i nie dali się zaskoczyć tym elementem gry. Chociaż w 42 minucie po takim właśnie wyrzucie powstało spore zamieszanie pod bramką Niedzieli. Wyjaśnił wszystko mocnym wykopem Żbikowski II.

Drugą część gry Przyszłość rozpoczęła z jedną zmianą – za Cicheckiego wszedł Sałek. Nie można powiedzieć żeby Cichy grał słabo ale trener postanowił coś zmienić w ustawieniu i trzeba przyznać, że posunięcie było słuszne. Gospodarze przez długie minuty nie wiedzieli co zrobić z hasającym po całym boisku rozgrywającym Przyszłości. Przez pierwsze 10 minut drugiej połowy Przyszłość osiągnęła znaczną przewagę. W 51 minucie główkował Żbikowski II – strzał obronił bramkarz. W 62 minucie centrę z prawej strony gospodarzy, wyłapał Niedziela. W 73 minucie po główce Ciuberka musiał się wykazać golkiper Porąbki. Ataki Przyszłości nasilały się z każdą chwilą, ale były przeprowadzane bardzo mądrze – bokami boiska aby ominąć środkową strefę w której między środkową linią a polem karnym byli zgrupowani wszyscy zawodnicy gospodarzy. Zaczęliśmy grać trzema obrońcami, gdyż Malcher definitywnie przeszedł do linii pomocy. Kolejna roszada to przesunięcie do drugiej linii Stycznia a wycofanie do obrony Żbikowskiego II co wyraźnie dodało pewności naszej trzy osobowej defensywie. Gospodarze grali już tylko z kontry i do 78 minuty udało im się trzy razy podejść pod nasze pole karne. Właśnie w 78 minucie kontratak był najgroźniejszy i tylko interwencja Pucki zapobiegła temu, że zawodnik gospodarzy nie znalazł się sam przed naszym bramkarzem. Od tego momentu gospodarze nie wysunęli już nosa za własną połowę i coraz bardziej utwierdzali się w przekonaniu, że uda im się uciułać chociaż punkt. Przyszłość atakowała, ale nie jakoś na hura a konsekwentnie - bokami i w doliczonym czasie gry ta taktyka zdała egzamin. W doliczonym czasie gry piłkę z rzutu z autu otrzymał Sałek i posłał kręconą centrę w pole karne Zapory. Piłka minęła wszystkich i trafiła na linię szesnastu metrów do obróconego tyłem do bramki Wieczorka, który ładnie przyjął to podanie i z woleja strzałem po ziemi w długi róg pokonał dobrze broniącego bramkarza gospodarzy.

Po meczu po raz pierwszy w tym sezonie wypowiedział się dla naszych internautów trener Sosna: „Cóż można powiedzieć po takim meczu, jak tylko schylić głowy, zacisnąć zęby i dalej grać swoje. Najważniejsze są trzy punkty – reszta się nie liczy.” – nic dodać nic ująć.       

 

__________________________

4 września - V kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze.

Przyszłość Rogów - Odra II Wodzisław 3 : 1 (0 : 1)

Ciekawe derby powiatu Wodzisław w Rogowie

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Styczeń, Pucka, Malcher, Kachel – Żbikowski II* (65. Błędowski), Ciuberek (72. Wieczorek), Cichecki (76. Kolisz), Lukoszek (46. Benauer) - Bober, Żbikowski I*.

Widzów: 200.  Żółte kartki: Niedziela, Styczeń, Ciuberek, Błędowski.

Sędzia: Maciej Gaczyński (Bielsko).

Bramki:   6 min. 0 : 1 – Bańczyk (karny),

             51 min. 1 : 1 – Pucka (wolny),

             75 min. 2 : 1 – Żbikowski I,

             78 min. 3 : 1 – Żbikowski I.

Bardzo ciekawym widowiskiem uraczyły kibiców na stadionie w Rogowie obie drużyny walczące dzisiaj o IV ligowe punkty. Dla Przyszłości miał ten mecz być papierkiem lakmusowym i miał pokazać co właściwie reprezentuje ona w tym sezonie. Częściowo odpowiedź na to pytanie padła już w poprzednią sobotę w Mikołowie. Dzisiaj wnioski z meczu z AKS – em potwierdziły się w całej rozciągłości: mamy drużynę z charakterem, która potrafi walczyć do końca o ligowe punkty. Sam początek meczu był bardzo obiecujący. Już w 4 minucie Lukoszek uciekł lewą stroną obrońcy i zgrał piłkę na 8 metr przed bramkę Odry do Żbikowskiego I. Robert mocno strzelił, ale nienagannie spisał się bramkarz Odry i wybił piłkę w pole. Tym razem sprawdziła się zasada: „nie dasz dostaniesz”. W 6 minucie do dalekiej wrzutki na prawej stronie wyskoczył z za naszych obrońców szybki Shalamberidze. Przejął piłkę i znalazł się sam przed Niedzielą, 2 metry przed naszą bramką. Nasz bramkarz rzucił się na piłkę, ale podciął przy tym zawodnika Odry. Rzut karny pewnie wykonał Bańczyk i przegrywaliśmy 0 : 1. Od tego momentu Przyszłość miała optyczną przewagę, jednak w 18 minucie mieliśmy olbrzymie szczęście, że nie przegrywaliśmy 0 : 2. Centra ze środka boiska znowu minęła naszych obrońców i wystartował do niej zawodnik Odry. Znalazł się sam przed Niedzielą ale ten zachował się tym razem bardzo sprytnie i zablokował Wodzisławianina – tak że strzelił on obok pustej bramki. W 25 minucie strzelał Ciuberek po ziemi – bramkarz Odry obronił. W 28 minucie po akcji ze Styczniem z prawej strony strzelał Żbikowski II i znowu bramkarz był górą. W 31 minucie sprawdził umiejętności naszego bramkarza z 18 metrów, po indywidualnej akcji, Shalamberidze – Niedziela był uważny. W 42 minucie na 16 metrze przed naszą bramką znalazł się Czogalik i strzelił w okienko  – Niedziela wspaniałą paradą wybił piłkę na róg. W 45 minucie z 25 metrów o strzał po ziemi pokusił się Kachel – bramkarz obronił to uderzenie.

Po zmianie stron, już 46 minuta pokazała co może się dziać w tej połowie na boisku. Żbikowski II z 16 metrów strzelił w światło bramki. Doskonale broniący bramkarz Odry wypchnął ten strzał na poprzeczkę. W 49 minucie odgryzła się po raz ostatni w tym meczu Odra i Niedziela musiał bronić kąśliwy strzał z prawej strony. Rosła przewaga Przyszłości, mnożyły się faule przed polem karnym Odry. W 51 minucie po jednym z nich strzelaliśmy rzut wolny z 20 metrów. Po sprytnym rozegraniu piłki doszedł do niej wreszcie Pucka i atomowym strzałem w okienko bramki Odry zdobył wyrównującego gola – 1 : 1. W 64 minucie powtórzyła się sytuacja z 6 minuty, tyle tylko, że tym razem podcinany przez bramkarza był Żbikowski I. Do piłki na 11 metrze podszedł Malcher i po raz pierwszy  pomylił się – bramkarz Odry wspaniale obronił mocne uderzenie Marka. Było niedobrze, na szczęście Przyszłość grała nadal swoją piłkę i ostro atakowała. W 75 minucie doskonale dotychczas broniący bramkarz Odry popełnił kardynalny błąd – zamiast wybić na aut, przed szarżującym Żbikowskim I podaną przez obrońców piłkę, próbował ją odgrywać do kolegów i trafił w naszego napastnika, który spokojnie umieścił piłkę w siatce na 2 : 1. W 78 minucie było po meczu. Wieczorek otrzymał podanie od naszych zawodników będąc na 16 metrze między dwoma obrońcami Odry leżąc zgrał piłkę do Żbikowskiego I a ten będąc sam na sam z bramkarzem Odry dokończył dzieła ustalając wynik meczu.

W deszczowe sobotnie popołudnie Przyszłość okazała się lepsza od rezerw Odry Wodzisław. 

* Żbikowski I w naszym sprawozdaniu to Robert a Żbikowski II to jego młodszy brat Radosław.     

 

_____________________________

1 września - I runda Pucharu Polski w podokręgu Racibórz 

Naprzód Czyżowice - Przyszłość Rogów 0 : 5 (0 : 4)

Treningowy mecz Przyszłości

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela (46. Cywka) – Styczeń (56. Bober), Pucka, Kolisz, Kachel (46. Lukoszek) – Żbikowski II, Ciuberek, Cichecki (69. Sałek), Błędowski – Halszka, Wieczorek.

Widzów: 40.

Bramki: 11 min. 0 : 1 – Kachel (wolny),

             13 min. 0 : 2 – Błędowski,

             31 min. 0 : 2 – Kolisz (karny),

             44 min. 0 : 4 – Halszka,

             87 min. 0 : 5 – Lukoszek.

Pierwszy mecz o Puchar Polski w podokręgu Racibórz pomiędzy Naprzodem Czyżowice a Przyszłością z Rogowa był niezłym widowiskiem. Nasza drużyna wykorzystała pojedynek jako mocne przetarcie przed następnymi meczami ligowymi. W 10 minucie na środku pola karnego dobre podanie od Błędowskiego otrzymał Wieczorek. Ładnie się obrócił i strzelił w słupek. Minutę później Przyszłość objęła prowadzenie. Po faulu na naszym pomocniku sędzia nakazał rzut wolny. Do bramki Czyżowic było 40 metrów. Bramkarz gospodarzy Janeta ustawiał mur ale zapomniał, że stoi na 12 metrze od swojej bramki. Do piłki podszedł Kachel i strzelił w światło bramki uzyskując pierwszego gola. Dwie minuty potem Kolisz dalekim podaniem uruchomił na lewej stronie szybkiego Błędowskiego, do którego wystartował bramkarz Janeta i przegrał pojedynek z Krzysztofem. Błędowskiemu nie zostało nic innego jak trafić z 20 metrów do pustej bramki: 0 : 2. W 26 minucie swoją szansę mieli gospodarze. Wywalczyli sobie rzut rożny, po którym główkował ich napastnik w poprzeczkę a dobitkę wypiąstkował Niedziela. W 31 minucie Halszka uciekł obrońcom i Janeta nie widział innej możliwości zatrzymania naszego napastnika jak faul na nim. Jedenastkę na bramkę zamienił Kolisz: 0 : 3. W 44 minucie asystę przy czwartym golu dla Przyszłości zaliczył nasz bramkarz – Niedziela. Jego daleki wykop przejął Halszka, ograł Janetę i strzelił do pustej bramki.

W drugiej połowie Przyszłość urządziła sobie trening gry na jeden kontakt, dlatego mecz toczył się przeważnie w środku boiska. W 57 minucie po rzucie wolnym Czyżowic główkował Weideman – Cywka obronił na róg. W 87 minucie Przyszłość zdobyła piątego gola – po rzucie rożnym Janeta nie utrzymał piłki w rękach i dobił ją do siatki Lukoszek. Ostatnie słowo w tym meczu należało do gospodarzy. Udało im się przeprowadzić kontrę w 89 minucie zakończoną pięknym strzałem z 13 metrów, który Cywka świetnie obronił.

 

________________________

28 sierpnia - IV kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

AKS Mikołów - Przyszłość Rogów 2 : 2 (2 : 0)

A jednak z tarczą

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Styczeń (83. Błędowski), Pucka, Malcher, Kachel – Benauer (46. Radosław Żbikowski II), Bober (75. Kolisz), Sałek, Cichecki (46. Ciuberek), Lukoszek – Robert Żbikowski I.

Widzów: 150.     Żółte kartki: Radosław Żbikowski, Robert Żbikowski.

Sędzia: Paweł Kuban (Częstochowa).

Bramki: 28 min. 1 : 0 – Czarnecki (wolny),

             32 min. 2 : 0 – Warzecha,

             56 min. 2 : 1 – Lukoszek,

             69 min. 2 : 2 – Sałek.

Po meczu z AKS – em wiemy na pewno, że nasza drużyna jest dobrze przygotowana do rozgrywek ligowych w sezonie 2010/11. Jak na razie „wykańczamy” przeciwników w drugiej połowie. W Mikołowie pierwsza połowa była wyrównana. W drugiej, AKS praktycznie nie podjął walki (nie licząc ostatnich 5 minut) i zdał się na łaskę i niełaskę gości.

Od początku Przyszłość starała się grać pozycyjnie, natomiast gospodarze wierzyli w swój (zresztą doskonale opanowany) kontratak i do perfekcji wyuczone schematy przy stałych fragmentach gry. Trzeba przyznać, że taktyka gospodarzy święciła tryumfy w pierwszej połowie. W 28 minucie po szybkiej kontrze AKS – u, gospodarze strzelali rzut wolny z 20 metrów. Czarnecki wspaniale podkręcił piłkę, która przeszła nad murem i nad wszystkimi piłkarzami zgrupowanymi w polu karnym. Nie sięgnął jej również Niedziela i zrobiło się 1 : 0 dla AKS – u. Cztery minuty później Przyszłość została trafiona po raz drugi. Gospodarze wykonywali rzut rożny, po którym nasi obrońcy źle wybili piłkę i trafiła ona do nie krytego na 12 metrze przed bramką Warzechy, który bez namysłu strzelił i pokonał naszego bramkarza. W 35 minucie mogło i powinno być 2 : 1. Cichecki biegnąc z piłką po końcowej linii boiska minął dwóch obrońców, przerzucił piłkę nad wybiegającym bramkarzem do stojącego dwa metry przed pustą bramką Benauera. Niestety Kamil nie skierował mocnego podania do siatki. Na przerwę Przyszłość schodziła przegrana a optymistycznie nastawieni kibice gospodarzy byli pewni, że mecz mają wygrany.

Na drugą połowę Przyszłość wyszła znowu z dwoma zmianami: za utykającego Cicheckiego wszedł Ciuberek a za Benauera, Radosław Żbikowski. Początkowo AKS miał inicjatywę i w 49 minucie po centrze z prawej strony piłka przeszła minimalnie obok składania słupka z poprzeczką bramki Niedzieli. W 52 minucie ponownie z prawej strony centrowali gospodarze – tym razem nasz bramkarz pewnie wyłapał piłkę. Od tego momentu obraz gry uległ radykalnej zmianie. Przyszłość postanowiła udowodnić, że nie jest przypadkowym liderem w naszej grupie IV ligi. W 56 minucie Robert Żbikowski podał do brata Radosława na prawe skrzydło. Ten przerzucił piłkę przez całą szerokość boiska do wbiegającego w pole karne Lukoszka. Piłka nie była łatwa do opanowania, tym bardziej, że naprzeciw naszego pomocnika stał obrońca gospodarzy. Lukoszek po mistrzowsku wykonał trudne zadanie i znalazł się sam przed bramkarzem. Golkiper AKS – u starał się kryć krótki róg, no to dostał gola w długi. W 58 minucie znowu pograli z obroną gospodarzy bracia Żbikowscy i główka Roberta przeszła minimalnie obok bramki. Przyszłość nie schodziła z połowy przeciwnika i w 69 minucie zebrała po raz drugi owoce przewagi w drugiej połowie. Obrońcy AKS – u zapomnieli, że nie ma spalonego przy rzucie z autu i zostawili bez opieki stojącego przy końcowej linii Roberta Żbikowskiego. Ten poczekał aż wyjdzie do niego bramkarz i podał na nogę Sałka, który skierował piłkę do pustej bramki. Pewni zwycięstwa kibice AKS – u przecierali oczy ze zdziwienia: co się dzieje z ich drużyną. Przyszłość ostro atakowała i dopiero w 82 minucie do dalekiego podania obrońców gospodarzy wystartował ich pomocnik. Na szczęście Niedziela był szybszy i nakrył piłkę rękami. W ostatniej minucie ciekawego pojedynku, AKS strzelał jeszcze rzut wolny z 30 metrów. Niebezpieczeństwo pod naszą bramką zażegnał dobrze ustawiony Malcher.

 

 

__________________________________

25 sierpnia - III kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Carbo Gliwice - Przyszłość Rogów 0 : 4 (0 : 0)

Klasyczny hat trick Roberta Żbikowskiego

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Styczeń, Sander, Malcher, Kachel (82. Błędowski) – Benauer, Ciuberek (46. Lukoszek), Kolisz , Cichecki (67. Sałek) – Żbikowski I, Halszka (46. Bober).

Widzów: 60.         Sędzia: p. Górecki (Katowice).

Bramki: 54 min. 0 : 1 – Lukoszek,

             74 min. 0 : 2 – Żbikowski I,

             79 min. 0 : 3 – Żbikowski I (głową),

             87 min. 0 : 4 – Żbikowski I.

Mecz bez fauli – można by napisać (wszak sędzia nie pokazał ani jednej kartki), gdyby nie zdarzenie, które zaistniało w 20 sekundzie po rozpoczęciu gry. Wtedy to brutalnie potraktował naszego młodzieżowca Ciuberka jeden z zawodników gospodarzy. Nasz zawodnik długo leżał na murawie a kiedy się pozbierał nie był już tym samym piłkarzem, który wyszedł do gry na początku meczu. Przyszłość zagrała pierwszy swój mecz wyjazdowy wzorowo pod względem taktycznym. Poczekała, aż Carbo rządne naszego skalpu – co bez ogródek podkreślał spiker zawodów – wyszumi się a potem zrobiła co do niej należało. Dlatego pierwsza połowa była wręcz nudna. Do 30 minuty gra była wyrównana, toczona przeważnie w środku boiska. Wprawdzie w 15 minucie po rogu Kolisza powstało pierwsze w tym meczu zamieszanie blisko bramki gospodarzy, ale obrońcy w końcu wybili piłkę. W 23 minucie składną akcję przeprowadziło Carbo lecz strzał kończący całą sprawę poszedł obok bramki. W 24 minucie po wolnym Cicheckiego strzelał z pola karnego Malcher, ale też minął światło bramki. Od 25 minuty przewagę w meczu osiągnęło Carbo i wypracowało sobie trzy dogodne sytuacje do zdobycia gola. Najpierw w 30 minucie dobre zgranie piętą środkowego napastnika gospodarzy wyprowadziło na pozycję strzałową skrzydłowego Carbo lecz ten fatalnie przestrzelił. W 33 minucie strzał z 40 metrów zawodnika gospodarzy o mało nie zaskoczył Niedzieli, który w końcu wybił piłkę na róg. W 44 minucie prawy pomocnik Carbo ograł trzech naszych zawodników i kiedy był na linii pola karnego, zamiast strzelić - przewrócił się.

Druga połowa, podobnie jak z Unią Racibórz, należała już prawie całkowicie do Przyszłości. Doskonałe zmiany dali Bober i Lukoszek. Wejście tych zawodników zdynamizowało grę Przyszłości. W 47 minucie Lukoszek centrował w pole karne, gdzie czekali na piłkę Robert Żbikowski i Bober. Niestety wzajemnie przeszkodzili sobie w dojściu do piłki i ta padła łupem bramkarza. W 54 minucie Żbikowski I (Robert) wygrał pojedynek główkowy ze stoperem Carbo i obsłużył wbiegającego w pole karne Lukoszka a ten strzelił po ziemi w długi róg, dając prowadzenie Przyszłości. Po stracie gola gospodarze rzucili się do odrabiania strat i kilka razy zagrozili bramce Niedzieli. W 57 minucie po szybkiej akcji prawą stroną pomocnik Carbo strzelał z 13 metrów – niecelnie. W 61 minucie piłka wyprawiała dziwne harce na naszym polu karne i dopiero Styczeń, ryzykownym acz koniecznym ślizgiem, wybił ją na róg. W 64 minucie o mało nie sprokurował wyrównania Niedziela. Tak długo zwlekał z wybiciem piłki przy końcowej linii boiska, aż ją stracił. Otrzymał ją na 25 metrze zawodnik gospodarzy ale zamiast strzelać do pustej bramki postanowił kiwać naszych obrońców a kiedy w końcu strzelił był już na posterunku Niedziela i naprawił swój błąd wybijając piłkę. Nie wykorzystana sytuacja podłamała gospodarzy. W 72 minucie po rzucie rożnym Sałka piłka najpierw odbiła się od słupka bramki Gliwiczan a potem z linii bramkowej wybił ją obrońca. W 74 minucie gospodarze praktycznie sami strzelili sobie gola, fatalnie rozgrywając piłkę przed polem karnym – podali ją Żbikowskiemu I a ten lobem umieścił ją w siatce nad wybiegającym bramkarzem. W 79 minucie padła bramka po najładniejszej akcji w tym meczu. Uciekający prawą stroną Benauer zamiast centrować, wycofał piłkę do Sałka a ten natychmiast posłał kręconą piłkę w pole karne wprost na głowę Żbikowskiego I i piłka po raz trzeci znalazła drogę do siatki. W 87 minucie dzieła zniszczenia Gliwiczan dokonał ostatecznie Żbikowski I. Błędowski uciekł lewą stroną i wycofał piłkę do biegnącego za nim Lukoszka. Lukoszek półgórnym podaniem uruchomił wspomnianego napastnika, który przyjął piłkę na piersi i z obrotu strzelił. Strzał odbił bramkarz Carbo ale wybił piłkę tylko przed siebie. Żbikowski I był szybszy od obrońcy i dobił własny strzał na 0 : 4.

Robert Żbikowski zdobył tym samym klasyczny hat trick i dołączył do grona nielicznych naszych piłkarzy, którzy w IV lidze mogą pochwalić się tym osiągnięciem grając w barwach Przyszłości; a byli to, że przypomnimy: Piotr Kuś, Bogdan Prusek i Dariusz Halszka.

_____________________________

21 sierpnia 2010 - II kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - Unia Racibórz 4 : 1 (2 : 1)

Przyszłość 4, Unia 1.

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Styczeń, Sander, Malcher, Kachel – Benauer(79. Lukoszek), Ciuberek, Kolisz (46. Bober), Cichecki (60. Błędowski) – Halszka (66. Kiepas), Robert Żbikowski (I).

Widzów: 300.  Sędzia: z Bielska.

Żółte kartki: Cichecki.  

Bramki:   7 min. 1 : 0 – Robert Żbikowski (głową),

             35 min. 2 : 0 – Cichecki,

             43 min. 2 : 1 – Potaczek (karny),

             52 min. 3 : 1 – Malcher (karny),

             68 min. 4 : 1 – Samobójcza.

Derby są trudne dla wszystkich drużyn. Faworytem meczu w Rogowie była Unia, która rozłożyła w pierwszym meczu (było nie było, znaną firmę) Carbo Gliwice. Jednak to boisko weryfikuje przedmeczowe opinie. Już w 5 minucie pod bramką Unii powstało duże zamieszanie i główkę leżącego Halszki, obrońcy Raciborza wybili z linii bramkowej – zapobiegając utracie gola. Po następnych 2 minutach Przyszłość i tak prowadziła. Kolisz z połowy boiska podał do szarżującego Benauera. Ten rzucił z prawej strony na przeciwległy słupek, gdzie wbiegał Robert Żbikowski i główką z parteru zdobył prowadzenie dla Przyszłości – 1 : 0. Mimo, że Przyszłość miała więcej z gry, w 13 minucie stan meczu mógł być śmiało wyrównany. Unia strzelała rzut wolny z 35 metrów. Konkretnie zrobił to Podstawka – trafił w poprzeczkę. Odbitą piłkę Niedziela przytomnie wybił na róg. W 20 minucie podobny strzał z wolnego wykonała Przyszłość i piłka po mocnym uderzeniu Kolisza przeszła przez mur i o mało nie zaskoczyła bramkarza Unii – Kubowa. W 28 minucie Unia powinna zdobyć wyrównującego gola. Po idealnym podaniu Podstawki sam na sam z Niedzielą znalazł się Szałkowski i przestrzelił w wymarzonej sytuacji. W 30 minucie po strzale z rzutu wolnego ponownie z 35 metrów Podstawki, Niedziela wybił piłkę przed siebie, ale nikt z Raciborzan nie zdążył na dobitkę. W 35 minucie Cichecki odebrał piłkę na środku boiska zawodnikowi Unii i wbiegł lewą stroną w pole karne Unii. Bramkarz Unii – Kubow myślał, że Szymon będzie centrował na wbiegających w pole karne zawodników Przyszłości. Cichecki tymczasem strzelił w krótki róg bramki Raciborza i piłka przy słupku wpadła do siatki na 2 : 0. Wynik był bardzo pozytywny dla gospodarzy, niemniej Unia nie składała broni. W 43 minucie długi kros z głębi pola przyjął na piersi doświadczony Pniewski. Sprytnie obrócił się z piłką i został przewrócony w polu karnym Przyszłości. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na „wapno”. Pewny strzał Potaczki zapewnił honorową przegraną Unii w pierwszej połowie – 2 : 1.

Powiedzmy otwarcie: drużyna, która przegrywa jedną bramką powinna od pierwszego gwizdka w drugiej połowie ruszyć ostro do ataku. Wszyscy liczyli na szarżę Unii, a tu nic z tych rzeczy. Za kontuzjowanego Kolisza, wszedł na boisko od 46 minuty Bober i zneutralizował hasającego bezpańsko w pierwszej połowie Podstawkę. Unia bez swojego mózgu – wszystkie piłki przechodziły przez tego piłkarza – straciła cały koncept gry. Jako, że na boisku każde zaniechanie ma swoje konsekwencje – w drużynie gości nie znalazł się zawodnik, który mógł by przejąć kreowanie gry – do głosu doszła Przyszłość. Pomocnicy i napastnicy Rogowa mając za plecami pewnie grający blok defensywny, zaczęli konstruować coraz składniejsze akcje. W 52 minucie na linii pola karnego został sfaulowany Benauer. Sędzia po konsultacji z bocznym wskazał, że akcja odbyła się w polu karnym – więc, rzut karny. Wykonał go – zresztą fatalnie – Malcher. Jego pierwsze, na szczęście mocne uderzenie, obronił Kubow, tyle tylko, że piłka trafiła znowu pod nogi naszego kapitana i poprawka była już bezbłędna – 3 : 1. Po tym golu zawodnicy Unii przestali grać i czekali na łagodny wymiar kary. W 68 minucie po precyzyjnym uderzeniu z rzutu rożnego Roberta Żbikowskiego do główki skakali Kachel i Kiepas z Przyszłości oraz stoper Unii. Zawodnik Raciborza był szybszy i precyzyjną główką skierował piłkę do własnej siatki, nad zdezorientowanym Kubowem.

Kibice zobaczyli ciekawy pojedynek i wysokie zwycięstwo Przyszłości – martwią kontuzje Sałka, Kolisza i Cicheckiego, już po dwóch ligowych meczach.

 

 

______________________________________

14 sierpnia 2010 - I kolejka sezonu 2010/11 w IV lidze

Przyszłość Rogów - KS. Żory 1 : 0 (1 : 0)

Dobry początek

Skład PRZYSZŁOŚCI: Niedziela – Radosław Żbikowski (II), Sander, Malcher, Pucka (46. Lukoszek) – Benauer (75. Cichecki), Ciuberek (66. Wieczorek), Kolisz, Sałek – Kiepas (46. Błędowski), Robert Żbikowski(I).

Widzów: 300.          Sędzia: Piotr Bielecki (Tychy).

Żółte kartki: Malcher.

Bramki: 20 min. 1 : 0 – Benauer.

Dobrze rozpoczęli sezon 2010/11 piłkarze Przyszłości. Po początkowej przewadze drużyny gości, którzy mając w pamięci pojedynek wiosenny na boisku, powiedzmy łagodnie, nie przystającym do gry na IV ligowym poziomie (przypomnijmy jednak wynik 3 : 0 dla Żor), ostro natarli na naszą drużynę.Biorąc pod uwagę temperaturę powietrza w cieniu w Rogowie o godzinie 17.00 czyli początku meczu (ok. 32 stopni), trudno było przypuszczać, że goście wytrzymają bieganie w takim tempie jakie sobie narzucili. Wytrzymali 15 minut. Później do głosu zaczęła dochodzić doświadczona drużyna Przyszłości. W 20 minucie podanie od obrońców otrzymał Sałek i przepięknym krosem na prawej stronie uruchomił osamotnionego Benauera. Kamil przejął podanie i przez nikogo nie atakowany, półgórnym strzałem pokonał z 16 metrów bramkarza gości - 1 : 0. W 26 minucie do piłki, po podaniu z prawej strony, doszedł 3 metry przed bramką Żbikowski I, był jednak w trudnej sytuacji i nie dał rady z zerowego kąta wepchnąć piłki do siatki. Pierwsza połowa dobiegała powoli do końca a ambitna drużyna gości nie była w stanie stworzyć sobie sytuacji bramkowej – wszystko kontrolował zespół gospodarzy.

Druga połowa rozpoczęła się znowu od ataków gości i w 52 minucie stworzyli oni sobie najlepszą (jak się potem okazało) sytuację do zdobycia wyrównującego gola. Lecz strzał z 14 metrów obronił doskonale, grający poprawnie cały mecz, Niedziela. Od 55 minuty stroną dominującą na placu gry była Przyszłość. Niestety nie potrafiła swojej przewagi udokumentować dalszymi bramkami, mimo że stworzyła sobie kilka wyśmienitych okazji do zdobycia goli. W 80 minucie, po kontrowersyjnej decyzji sędziego, (Wieczorek wybił piłkę spod nóg zawodnika gości a ten padł jak ścięty kosą) rzut wolny z narożnika pola karnego Przyszłości wykonał Owczarek. Jego kąśliwy strzał obronił spokojnie Niedziela i po jego podaniu sam przed bramkarzem gości znalazł się Błędowski – golkiper okazał się lepszy. Pięć minut przed tą sytuacją do piłki po rzucie rożnym naszej drużyny doszedł w polu karnym Żbikowski I i w momencie oddawania strzału został kopnięty w udo przez obrońcę gospodarzy. Sędzia zamiast z czystym sumieniem podyktować karnego usunął się w „cień” i udał, że nic nie widział.

Mecz nie był spacerkiem dla naszej drużyny – wykazała ona jednak wyższość nad wymagającym przeciwnikiem i to jest najważniejsze.  

 

*******************************************************